Kiedy żurawie odlatują na południe, Lisa Ridzén

Nie wiem czy potrafię opisać tę książkę tak dobrze, jak na to zasługuje, chociaż bardzo bym chciała.

Na okładce pierwszego polskiego wydania umieszczono recenzję Backmana: „Czuła opowieść o starości. Książka dla każdego, kto kiedykolwiek musiał kogoś pożegnać”.

Szczerze? Pomyślałam sobie: nie, dziękuję.

Jednak czytelniczka, która zwróciła tę książkę, bardzo mi ją polecała. Powiedziała, że jest ona co prawda o przemijaniu, ale nie jest też tak bardzo przygnębiająca. I w sumie dałam się przekonać, bo zawsze po kilku stronach mogę ją przecież odłożyć, prawda?

Ale jej nie odłożyłam.
I już dawno nie czytałam książki, która tak bardzo by mnie wzruszyła.
Myślałam, że nie będę potrafiła wejść w świat bohatera w podeszłym wieku, że ta książka będzie potrafiła jedynie mnie zasmucić. A jednak wybrzmiewa z niej ogromny spokój, który bardzo mi się udzielał podczas czytania. I chociaż teraźniejsze życie głównego bohatera trudno jest nazwać pięknym, ta książka jest dla mnie właśnie taka. Piękna. Jest o przemijaniu. Jest o odchodzeniu. Jest o próbie radzenia sobie ze stratą.
Ale dla mnie jest przede wszystkim o życiu.

Pierwszy raz miałam tak z książką, że chciałam poznać dalsze losy historii, ale nie czułam wielkiej potrzeby, żeby skończyć ją jak najszybciej. Czytałam ją spokojnie. Z przerwami. I delektowałam się ogromnym pragnieniem życia, którego zostało już tak niewiele. Już dawno nie czytałam powieści obyczajowej, która zrobiłaby na mnie tak duże wrażenie.
Zakochałam się w tej historii.

– Wiola z Sopoteki

Pozostałe recenzje znajdziesz TUTAJ.

Skip to content