Konkurs O Złote Pióro Sopotu rozstrzygnięty

W środę 18 czerwca w Sopotece odbyła się gala finałowa XXX edycji konkursu poetyckiego O Złote Pióro Sopotu. Podczas wydarzenia poznaliśmy osoby wyróżnione oraz laureatów w kategoriach od 16 do 26 roku życia oraz powyżej 26 roku życia. Zaprezentowany został także tegoroczny tomik poetycki “Miejsce Obecności”, w którym znajdują się wiersze nagrodzonych osób.

Poniżej publikujemy laudację przewodniczącego jury konkursu, Piotra-Wiktora Lorkowskiego, która zawiera nazwiska wszystkich nagrodzonych.

Pomówmy na początek o liczbach, a te, jak na jubileuszową edycję poetyckiego konkursu przystało, są imponujące. Arytmetyka informuje, że osiemset dwadzieścia cztery zestawy to z górą dwa tysiące czterysta wierszy i – znacznie rzadziej – próz poetyckich. Wynika z tego, że sopocki konkurs należy do najmocniej obsadzonych tego typu przedsięwzięć w kraju. Nic więc dziwnego, że jury rozpoczęło swoją pracę już w marcu, krótko po ogłoszeniu konkursu, kiedy fala napływających tekstów, użyjmy tu nadmorskiej metafory, stała się naprawdę wysoka. Jak zwykle w takich wypadkach, dyskusja jury była dość długa i obfitowała w zwroty akcji, choćby dlatego, że każdy z jurorów ma za sobą odmienne doświadczenia lekturowe i drogę twórczą. Trzeba wszakże powiedzieć, że takie odmienności i rozbieżności bardzo często pozwalają zauważyć teksty i talenty, które w przypadku nadmiernej zgodności poglądów, z całą pewnością umknęłyby uwadze konkursowej kapituły.
W jednym jednak cała nasza trójka była zgodna: w tym, że poezja jako sztuka oddziałuje formą. Dopracowanie zaś formy wynika z opanowania, z wyćwiczenia warsztatu. Bo jakkolwiek poezję może dyktować poryw serca, poruszenie imaginacji, to jednak owe szlachetne inspiracje powinny zostać wypowiedziane językiem trafiającym w sedno wrażliwości czytelnika. Tak, czytelnika, bo jednak większość piszących swoją twórczością dzieli się z innymi, daje innym dostęp do swoich emocji, obserwacji czy przemyśleń, a konfesyjność cechuje co najmniej połowę produkcji lirycznej.
I tu warto zaakcentować problem, który stoi przed każdym poetą: jak sprawić, aby napisany tekst zaczął korespondować ze światem wyobraźni naszego odbiorcy? Bo to chyba najważniejszy warunek funkcjonowania tekstu w międzyludzkiej przestrzeni. Tak dochodzimy do formy, bo to ona formuje i zakreśla granice owej przestrzeni komunikacyjnej. Jest ona poniekąd punktem stycznym pomiędzy dwiema, całkowicie odmiennymi wyobraźniami i dbałość o nią uwalnia wiersz od subiektywizmu, wyzwala go od hermetyzmu. Dobrze, powiecie – ale jak o nią dbać?
Tutaj wreszcie musi paść słowo „warsztat”. Może trochę zapomniane w epoce masowej, seryjnej wytwórczości, która to wytwórczość przeniosła się do przestrzeni wirtualnej. Aby się o tym przekonać, warto zajrzeć do mediów społecznościowych, gdzie komunikat, coraz bardziej odindywidualizowany, staje się kontentem, zawartością wypełniającą mniejszy bądź większy odcinek czasu. Takiej przyszłości poezji żadną miarą życzę. Dlatego też radziłbym każdemu poecie i kandydatowi na poetę, aby wrócili do warsztatu, aby warsztat taki sobie urządzili.
Jak go sobie wyobrażam? Przede wszystkim jako przestrzeń skupienia, skupionej myśli, spojrzenia skupionego na tym, co realne i bezpośrednie w zmysłowej percepcji. Oznacza to trzeźwą relację z rzeczywistością wirtualną, potraktowanie realu jako miejsca, gdzie toczy się życie, które zobowiązuje nas do autentycznego istnienia.
Natomiast relację ze słowem określiłbym jako czułą. Warto na nie spojrzeń nie jako na jednostkę słownika zaprzęgniętą do ekspresji, ale jako na żywe medium, domagające się uwagi. Warto więc wpierw przyjrzeć się funkcjonowaniu słowa w tekstach innych autorów; mówiąc prościej – czytać. Niejeden bowiem wiersz sygnalizuje, że jego autor nie przeczytał żadnego innego wiersza poza tym napisanym przez siebie samego. Spieszę zatem uspokoić, zwłaszcza aspirujących autorów, że czytanie wierszy poprzedników i autorów jak najbardziej współczesnych służy rozwojowi warsztatu, generalnie należy je uważać za ćwiczenie obowiązkowe, które pozwala nam wniknąć w samą istotę poezji, intuicyjnie rozpoznawać sposoby formowania wiązanej mowy, ale także opierać własne sądy na argumentach mocniejszych niż tylko osobiste odczucia. Wiedza lekturowa staje się naszą sojuszniczką, w chwili, gdy utrwalamy nasze słowo na papierze czy ekranie komputera – ma swój udział w chwili, gdy po zakończeniu tego zapisu, zaczynamy go redagować, pytając się czy i co tekst mówi. Bo wbrew szkolnemu pytaniu – ogromnie trudno stwierdzić, co poeta chciał powiedzieć, zwykle nie wiedzą tego sami poeci; ale warto tu zadać pytanie: „Co mówi tekst?”. To akurat można stwierdzić mniej więcej obiektywnie. Ba, nawet nie warto pytać o to, ile w tekście jest samego autora. Ale warto, na etapie autokrytyki tekstu, zapytać – jakie szanse wiersz daje czytelnikowi, co czytający z wiersza może wyczytać? Czasem – udziela się czytelnikowi jedynie jego nastrój, innym zasię razem – prowokuje do intelektualnych polemik. W każdym razie – im więcej mówi, tym lepiej dla wiersza i tym lepiej dla poety.

Przyszła już taka chwila, kiedy w odniesieniu do powyższych refleksji należy uzasadnić decyzję jurorów.

I kategoria wiekowa. Autorzy do 26 roku życia.
Zacznijmy od wyróżnień. Wyjaśnię jeszcze, że są to wyróżnienia równorzędne, prezentujemy je w kolejności alfabetycznej.
• Godło „Gadzina”, czyli pani Julia Gadomska – jej bezceremonialna poezja ujęła nas dowcipem, który wydaje się bronić wewnętrznej nadwrażliwości i nakreślony przez nią ironiczny obraz współczesnej cywilizacji prowadzącej do wewnętrznych rozdźwięków oraz dysonansów poznawczych;
• Pod godłem „Witt” kryła się Natalia Kulbacka – w nadesłanym prze nią zestawie doceniliśmy temperament lirycznego myślenia oraz przekorne gry z językiem.
• „nimfeczka” to godło którym swój zestaw oznaczyła pani Adrianna Marczak, która rozwija przed czytelnikiem dyskurs somatyczny, udziela głosu ciału, które musi się mieć na baczności, zwłaszcza gdy na jego dobrostan nastają podstępne i złe kalorie, przeto ucieka się ono pod obronę diet i innych prawideł zdrowego życia oraz rygorów poprawności, co ma zapewnić ogólny welness.
• Wreszcie – pierwsza wielka nagroda konkursu, czyli Grand Prix. Godło „notctis”, czyli pani Weronika Tutakowska. Jurorów ujęła tutaj sprawność chwytania chwili na gorąco, w jej dzianiu się oraz umiejętność mówienia poprzez obrazy przechodzące przez wyobraźnię czytelnika i przemijające na jego oczach. Jednocześnie – przedłożyła do oceny wiersze, które mają własną tajemnicę, w ich tle ujawniają się znaczenia miłosnego gestu, a także bezsilność wobec losu. Zestaw tekstów okazał się stylistycznie równy i przekonał jury wyrazistością metafor.

II kategoria wiekowa. Autorzy po 26. Roku życia. Znów zaczynamy od równorzędnych wyróżnień.
• Godło „bonanza”. Ewelina Cis – jury wysoko oceniło przejawiający się w jej wierszach zmysł obserwacji oraz umiejętność lirycznego przetworzenia materii wspomnień; mocną stroną jej wierszy są dobrze skadrowane sceny, sugerujące coś, co zostało powierzone naszej domyślności.
• Godło „pierzchnięcie” kryło wiersze Miłosza Zawadzkiego docenione przez jurorów za namysł nad sytuacją egzystencjalną sytuującą się na granicy pomiędzy snem a przebudzeniem, za przejawiające się w nich dążenie do wewnętrznej ciszy; opowiedziane przy pomocy wyrazistych metafor;
• Godłem „przeźroczystość cieni” został oznaczony zestaw wierszy Piotra Zemanka. Tutaj także zaznacza się refleksja egzystencjalna, ich autor stawia pytanie o to, jak – i tu cytat – „żyć w nieżyciu”. Pytanie naznaczone melancholią ubywania. Naszą uwagę zwróciło także formalne nawiązanie do poetyki elegii, wersyfikacyjnie stabilne, wyobraźniowo śmiałe.
• I na samym końcu progratulujmy Grand Prix Panu Jakubowi Wasilewskiemu, kryjącemu się pod godłem „yerba mate”. Poecie poniekąd antysystemowemu, kreślącemu obraz życie miejskiego i korporacyjnego i nadzwyczaj sprawnie posługującego się językiem managementu, którym opowiada o poczuciu społecznego „wybrakowania”. Na docenienie zasłużyła także inwencja językowa oraz ekspresyjne metafory.

Formę wyróżnienia wybranych tekstów stanowi także ich druk w pokonkursowej antologii, która od początku nosi tytuł „Miejsce obecności”. Do listy wyróżnionych dopisaliśmy Annę Borkowską (godło „Mimikra”). Aglaję Janczak (godło: „Maskonur”), Justynę Woydyłło-Rybarczyk (godło „pustynna żaba”), Patrycję Purgał (godło: „Kasztanowiec”) oraz Kapcer Płusa (godło:”Cafe nad Motławą”).
Państwa zaś proszę o nagrodzenie ich wyróżnionych brawami.

Kończąc moje wystąpienie chciałby zauważyć, że wśród poetów nagrodzonych i wyróżnionych pojawiły się nowe nazwiska. Oznacza to, że konkurs po raz kolejny odegrał rolę promocyjną. Wszystkim jego laureatom, zwłaszcza debiutującym w złotopiórej konkurencji, życzę, aby mogli pójść w ślady tych autorów, dla których sukces w Sopocie był początkiem lub ważnym etapem ich drogi na ogólnopolską scenę poetycką.

Skip to content