Książki idealne na Hallowen. Część 2

Za oknami z każdym dzień jest coraz ciemniej i coraz chłodniej – nie ma wątpliwości, że Halloween już za pasem. To idealny moment, by sięgnąć po książki, które potrafią wywołać dreszcz emocji i wciągnąć bez reszty. W zeszłym roku polecaliśmy Wam kilka tytułów idealnych na ten czas (wpis znajdziecie tutaj: Książki idealne na Halloween), ale ponieważ klimatycznych, mrocznych książek jest wiele (a te z pierwszej części już, mamy nadzieję, zdążyliście przeczytać), dziś wracamy z drugą częścią naszego zestawienia. Wybraliśmy dla Was kilka nieoczywistych poleceń, które łączy jedno: idealnie pasują do jesiennych wieczorów spędzanych z książką w domu.

Jozef Karika, Szczelina

Kocyk, ciepła herbata i dobry thriller? Zestaw doskonały! Fanom gęstej, psychodelicznej atmosfery i górskiego klimatu na pewno przypadnie do gustu Szczelina Josefa Kariki.
O Trybeczu, górskim paśmie w Słowacji, krąży wiele przerażających historii. Ktoś zaginął, ktoś poniósł śmierć, a ten, kto wrócił, postradał zmysły.
Igor pięć lat po zdobyciu tytułu magistra wciąż szuka satysfakcjonującego zajęcia. Dorabia na różne sposoby, m.in. jako robotnik budowlany. W trakcie jednego ze zleceń znajduje sejf, a w nim stare płyty gramofonowe z niepokojącymi nagraniami. Słychać na nich głos człowieka, który przez trzy miesiące nie mógł wydostać się z gór Trybecza. Wiedziony ciekawością Igor wybiera się na Słowację, by sprawdzić, ile prawdy kryje się w górskiej legendzie. Nie wie jeszcze, że tym razem ciekawość zawiedzie go do najprawdziwszego piekła.
Strach w powieści Kariki ma postać kropli wpadającej do wody. Początkowo małe kręgi stopniowo rozrastają się, by w końcu objąć sobą wszystko wokół. Rzeczywistość doprawiona przerażeniem zaczyna się wykoślawiać i w którymś momencie nie wiadomo już, gdzie przebiega granica między prawdą i legendą.

Colin Dickey, Ghostland. Ameryka i jej nawiedzone miejsca

Ameryka, jak każdy kraj, ma swój panteon duchów i pokaźny zbiór strasznych opowieści – od historyjek snutych przy ognisku po współczesne miejskie legendy. Dickey sięga głęboko w przeszłość, aby zbadać dzieje nawiedzonych miejsc i odnaleźć u ich źródeł ziarna prawdy, które przez lata obrastały niesamowitymi szczegółami, aby dzisiaj stać się wyłącznie turystyczną atrakcją lub bohaterem jednego z odcinków programów w stylu pogromców duchów. Za przywołanymi w książce historiami kryją się często społeczne lęki, poczucie winy oraz wstydu, tęsknoty i tragedie, które rządzą podświadomością Amerykanów od setek lat. Okrutne dziedzictwo niewolnictwa, wysiedlenia i eksterminacja rdzennej ludności, wojna domowa czy histeria towarzysząca procesom o czary, to jedne z wielu mrocznych momentów w dziejach Stanów, które skutecznie wypychano z oficjalnego obiegu kultury, by pozwolić im pokrywać się kurzem z dala od amerykańskiego mitu sukcesu. Jednak od przeszłości trudno uciec, a tłumione traumy wypływają na powierzchnię i przetworzone przez zbiorową wyobraźnię, egzystują jako widma, duchy i mary.

Ghostland to reporterska wędrówka po zakamarkach amerykańskiej pamięci. Jej odpryski do dziś straszą nas w hollywoodzkich produkcjach pod postacią fabuł o nawiedzonych rezydencjach, szpitalach psychiatrycznych, fabrykach i cmentarzach. Colin Dickey stara się odpowiedzieć na pytania, co sprawia, że jakieś miejsce jest nawiedzone: „Kiedy skrzypiąca klepka staje się czymś więcej niż tylko skrzypiącą klepką? I co czai się za historiami o duchach? Stara panna zamknięta w niszczejącym domu, skrzywdzona niewolnica na plantacji, której dusza nie może zaznać spokoju – co próbują powiedzieć zza grobu?”

Przemysław Piotrowski, La Bestia

Przemysław Piotrowski najbardziej znany jest czytelnikom i czytelniczkom z mrocznej, kryminalnej serii o komisarzu Igorze Brudnym. Tymczasem La Bestia. Śladami największego seryjnego mordercy wszech czasów jest udaną próbą połączenia fabularyzowanej formuły z dziennikarskim talentem śledczym autora i mrozi krew w żyłach nie gorzej niż najokrutniejsze wyczyny jego fikcyjnych złoczyńców.

Luis Alberto Garavito Cubillos, zwany także „Bestią”, to kolumbijski seryjny morderca, którego krwawy amok trwał latami i kosztował życie ofiar idących, według różnych szacunków, w setki. Chłopcy w wieku od kilku do kilkunastu lat, zwłaszcza żyjący na ulicy w dzielnicach nędzy, nierzadko sieroty, byli zwierzyną, na którą polował Garavito na terenie całego kraju, a także poza jego granicami – gdzie uciekał, gdy robiło się wokół niego gorąco. Jego schwytanie w 1999 roku zakończyło się głośnym procesem i jeszcze głośniejszym skandalem, kiedy władze postanowiły skrócić jego wyrok pozbawienia wolności do 24 lat, co oznaczało wyjście z więzienia w 2023 roku. Garavito nie doczekał tego dnia, zmarł tuż przed ukończeniem odsiadki.

Piotrowski pomysł na przedstawienie losów potwora, jakim był Garavito, znalazł w zyskującej popularność formie true crime – uzupełniając fabularyzowane fragmenty formułą reportażową, udało mu się stworzyć książkę, która zarówno odpycha, jak i fascynuje. Jest to też przede wszystkim panorama Kolumbii – kraju „ludzi twardych, surowych, w których kolejne pokolenia wychowały się w kulcie przemocy”. Przemoc jest tutaj chlebem powszednim, począwszy od aktów agresji w domach po brutalne walki między policją, kartelami narkotykowymi i guerillas, które toczą się bez pardonu od długich lat. Kolumbia to kraj, w którym rządzi maczyzm, a „oszustwo czy złodziejstwo są (…) w zasadzie czymś powszechnym i niespecjalnie piętnowanym, przemoc stanowi dowód odwagi i siły, a pojęcie gwałtu właściwie nie istnieje”. Autor serwując czytelnikom migawki z podróży śladami Bestii, udowadnia, że Garavito jest nieodłącznym produktem tej kultury – bity, gwałcony, poniżany od dziecka wyhodował w sobie wiecznie głodnego krwi demona bezkarnie grasującego latami tuż pod nosem biernych władz.

La Bestia to pozycja dla czytelników o mocnych nerwach i żelaznych żołądkach, gdyż w tym przypadku rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej okrutna niż fikcja, a opisy tortur zadawanych małoletnim ofiarom potrafią przyprawić o mdłości. Piotrowski dokonuje szczegółowego studium narodzin zła i zabierając nas na wyprawę do gorącej Kolumbii, nie pozostawia złudzeń – nie jedziemy tam na wakacje, zmierzamy do samego jądra ciemności.

Małgorzata Węglarz, Mateusz Węgorowski, Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: Sprzątanie po zgonach

Małgorzata Węglarz i Mateusz Węgorowski w książce „Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach” zabierają nas w podróż do świata, o którego istnieniu wolelibyśmy nie wiedzieć. Autorzy podjęli się opisania tematu, który dla wielu jest absolutnym tabu, ale zrobili to w wyjątkowo przemyślany sposób. Z niezwykłą dbałością o detale opisują realia pracy w branży sprzątania funeralnego, przedstawiając ją jako prawdziwą, dosłowną mieszankę krwi, potu i łez. To nie Wersal, a danie dla tych o mocnych nerwach i żołądkach – dowiadujemy się o krwi i płynach ustrojowych, które wsiąkają w najgłębsze szczeliny, o pocie zalewającym oczy pracowników w szczelnych kombinezonach i o łzach, które wyciskają nie tylko odór, ale i ludzkie historie. 

Pomimo makabrycznej tematyki, reportaż napisano w zaskakująco lekkim tonie, co sprawia, że łatwiej przyswoić serwowane nam obrazy. Ta pozornie niełatwa do zniesienia mieszanka czarnego humoru i brutalnej rzeczywistości pozwala spojrzeć na śmierć z innej perspektywy, bo ten reportaż to coś więcej niż zbiór opowieści o sprzątaniu. To także głęboka refleksja nad samotnością, chorobami psychicznymi i losem ludzi pozostawionych samym sobie, o których istnieniu przypominamy sobie dopiero, gdy ich ciało zaczyna przeciekać nam przez sufit. 

Jak usunąć wujka z podłogi? to nie tylko reportaż o rozkładzie ciała, ale przede wszystkim o rozkładzie więzi międzyludzkich – nie brak tu historii o krewnych, których bardziej niż zmarły interesuje pozostawiony przez niego telewizor lub mieszkanie. Ta książka uczy nas, że często nie zauważamy tych, których mijamy każdego dnia, dopóki ich los nie stanie się dla nas namacalny. A taka wizja może wystraszyć bardziej niż niejeden horror.

Jack Finney, Inwazja porywaczy ciał

Wolisz sięgnąć po bardziej klasyczną pozycję, a jednocześnie nie wybierać spośród tych najbardziej oklepanych, Inwazja porywaczy ciał Jacka Finneya może być odpowiednim wyborem – ta wydana po raz pierwszy w 1954 książka ma trochę ponad 200 stron, a każda z nich trzyma w napięciu i buduje poczucie grozy i rosnącego niepokoju.

Opis wydarzeń, które rozegrały się w małym kalifornijskim miasteczku nie zawiera ani gwałtownych, ani krwawych scen akcji – klimat jest budowany stopniowo przez całą powieść, i mimo że nie straszy, wzbudza spory dyskomfort. Niepokój towarzyszący czytaniu co wrażliwsze osoby może zmusić do zaprzestania czytania w nocy i dokończenie książki następnego dnia. Dobrą decyzją jest opisanie wydarzeń z punktu widzenia lekarza – obserwowanie tego, jak próba racjonalnego wytłumaczenia „epidemii”, która opanowała mieszkańców ściera się w nim z rosnącą niepewnością co do prawdziwego charakteru wydarzeń jest naprawdę sporą zaletą i tak udanej powieści. A jeżeli sięgniecie po wydanie od wydawnictwa Vesper, dodatkową zaletą lektury będą bardzo klimatyczne i oddziałujące na wyobraźnię czarno-białe ilustracje.

Skip to content